Obserwatorzy

Translate

Nivea Aqua Effect - odżywczy krem nawilżający na dzień

Podczas wakacji w Polsce na szybko potrzebowałam kremu nawilżającego. Krem odżywczy Nivea Aqua effect zakupiłam w pobliskim kiosku za jedyne 12 zł. Krem dedykowany jest dla cery suchej i wrażliwej,  Ja mam cerę tłustą - krem sprawdził się świetnie.


Aqua effect ma miłą, lekką, rzadką konsystencję - w moim odczuciu bardzo odpowiednią dla kremów na dzień.
 Bardzo szybko się wchłania, nie sprawia, że fluid się wałkuje. 


W recenzjach które czytałam na jego temat zarzutem jest zapach alkoholu - w moim egzemplarzu nic takiego nie wyczuwam.
Zapach kremu jest przyjemny, jednak szybko się ulatnia.
Plusem jest to, że krem zawiera ochronę UV.


Be Beauty - płyn micelarny matujący

W zeszłym roku jednym z moich ulubieńców był znany płyn micelarny Be Beauty w wersji podstawowej (recenzja tutaj). 
Niestety - podczas mojej krótkiej wizyty w Polsce w Biedronkach trwała promocja na kosmetyki i po standardowej wersji płynu pozostało już tylko wspomnienie oraz puste miejsce, więc sięgnęłam po wariant matujący.

400 ml produktu kosztowało około 8 zł. Opakowanie jest zgrabne, poręczne, a wygodny korek typu "press" ułatwia nam dozowanie. Płyn ma świeży zapach, który szybko się ulatnia. Nie pozostawia lepkiej warstwy, doskonale tonizuje oraz matuje jak obiecuje producent,. Micel świetnie usuwa zanieczyszczenia i zmywa fluid, produkty do ust, cienie i maskarę.
Niestety przy demakijażu oczu płyn strasznie szczypie i momentalnie łzawią mi oczy - to nie powinno mieć miejsca, zwłaszcza, że na tyle opakowania widnieje informacja, że płyn jest odpowiedni dla osób noszących szkła kontaktowe. 

AVON Planet Spa - ujędrniające serum do szyi i dekoltu z ekstraktem z kawy kolumbijskiej

Linia Planet Spa od Avon jest dobrze znana w blogosferze, jednak rzadko kiedy trafiam na pozytywne recenzje, a szkoda. Osobiście bardzo lubię te kosmetyki, dlatego bardzo zainteresowała mnie linia z kawą kolumbijską.

Serum ma dosyć płynną, rzadką konsystencję, mimo tego jest bardzo wydajne. Jedna "pompka" wystarczy na pokrycie dekoltu, biustu oraz szyi. Nie pozostawia klejącej się warstwy i szybko się wchłania.

Moim zdaniem jest to kosmetyk dla osób raczej cierpliwych, ponieważ rezultaty stosowania pojawiły się po około dwóch tygodniach. Skóra dekoltu jest przyjemna w dotyku, sprężysta i nawilżona, zdrowo wyglądająca. 

Opakowanie jest estetyczne, z pompką, nie brudzi się.
Pojemność produktu to 50ml.

Essence - All about matt! - baza matująca

Podczas cieplejszych dni mam wielki problem z wielkością porów i nasilaniem się wydzielania sebum. Twarz momentalnie staje się tłusta i mogę zapomnieć o jakiejkolwiek trwałości makijażu - dlatego ciągle poszukuję idealnej, łatwo dostępnej bazy.

Po przygodzie z primerem 5 sec blur Garnier (recenzja tutaj), sięgnęłam po sprawdzoną, tanią i jak dotychczas dobrze spisującą się u mnie markę Essence.

W małej, estetycznej tubce znajdziemy 20 ml kosmetyku. Tak mała pojemność może wydawać się wadą jednak produkt jest bardzo wydajny, a konsystencja lekka i nietłusta.

Na pokrycie newralgicznych partii twarzy wystarczy niewielka ilość bazy. Pozostawia ona miłe w dotyku wykończenie - dokładnie jak obiecuje producent.
Widoczność porów jest znacznie zredukowana, a wydzielanie sebum zostało znacznie ograniczone.

Garnier - Perfect Blur 5 sec Primer


Primer Perfect Blur to jeden z tych produktów, który obiecuje nam naprawdę wiele - optyczne wygładzenie zmarszczek, redukcję widoczności porów czy też wyrówanie kolorytu, co nakręca nasze oczekiwania. Ciekawych jak sprawdził się kosmetyk zapraszam na recenzję.

Perfect Blur umieszczony jest w schludnej, estetycznej różowej tubce. 30 ml kosztuje 12,99 euro.
Producent zaleca aby nakładać primer na nasz ulubiony dzienny krem, a efekt optycznie wygładzonej cery widoczny będzie po pięciu sekundach. 

Trwa to nieco dłużej ale rzeczywiście - mogłam cieszyć się przyjemnie wyglądającą, gładką cerą bez widocznych porów. 

Schwarzkopf - Szampon Essence Ultime Biotin + Volume

Linia Essence Ultime sygnowana przez Claudię Schiffer pojawiła się jako nowość w sklepach kilka miesięcy temu. Korzystając z promocji 1+1 gratis zaopatrzyłam się w maskę oraz szampon, który dziś zrecenzuję.

Szampon Essence Ultime Biotin + Volume przeznaczony jest do włosów cieńkich, bez objętości. Moje włosy borykają się z tym, a dodatkowo szybko przetłuszczają się. Muszę myć włosy codziennie, a w najlepszym wypadku co drugi dzień. Od szamponu oprócz odświeżenia oczekuje więc uniesienia włosów od nasady, nadania im objętości. Co dostałam od Essence Ultime Biotin + Volume?:)

Utrwalający spray do makijażu - Avon - Makeup setting spray

Utrwalacz makijażu Avon wzbudził moją ciekawość w katalogu, na blogach natomiast spotkałam się jedynie z negatywnymi recenzjami - postanowiłam więc skonfrontować się z tym kosmetykiem. Jak wypadł?

Nie zauważyłam minusów.
Aplikacja produktu jest bardzo wygodna - estetycznie wyglądająca, poręczna buteleczka z atomizerem dozuje potrzebną ilość - u mnie na całą twarz wystarczają dwa, trzy psiknięcia.

Mimo tego, że używam bazy, makijaż lubi znikać w ciągu kilku godzin - myślę, że takie zjawisko zaobserwowało u siebie wiele dziewczyn:)

Palmers - Dark chocolate & cherry lip balm

Wariacje miodowe, ziołowe czy różane pomadek ochronnych nieco już mi się znudziły, dlatego chętnie sięgnęłam po balsam do ust Palmers o smaku ciemnej, gorzkiej czekolady z wiśniami.

Balsam umieszczony jest w wygodnym, higienicznym opakowaniu o ciekawym kształcie, jako wysuwany sztyft.

Nałożony na usta nadaje lekki kolor i połysk, fajnie nawilża.
Bardzo dobrze sprawdził się w pięlęgnacji ust podczas zimnego wiatru i niskich temperatur - niwelował suchość i lekko popękane wargi.

Avon Naturals - słonecznik i karotka - energetyzujący krem do twarzy (Carrot & Sunflower Energising Face Cream)


Bardzo lubię kremy z linii Avon Naturals. Mimo, że nie mają one wiele wspólnego ze stricte naturalnymi kosmetykami, są przyjemne w użyciu, wydajne i co najważniejsze, nie podrażniają i nie zapychają. Po udanym romansie z różanym kremem rozswietlającym Avon Naturals rose radiance, chętnie sięgnęłam po jego energetyzującego marchewkowego kolegę z tej samej linii.





Fa vitamin&power - żel pod prysznic / shower gel

Bardzo lubię żele pod prysznic, owocowe, kwiatowe, orzeźwiające czy nawet te cięższe, orientalne.
Zawsze mam spory zapas formuł i zapachów.
Żele FA goszczą w mojej łazience od bardzo długiego czasu, obecnie mam otwartych pięć innych żeli od Fa, jednak do swojej 'kolekcji' dołączyłam ostatnio dwa warianty - Fa vitamin&power - melon z witaminą B oraz grapefruit z witaminą C.

Oba warianty to lekkie żele, przyjemnie pieniące się i oczyszczające - czyli wszystko, czego oczekujemy od produktu myjącego. 

Essence - Big Bright Eyes + swatch

Przeglądając nowości w szafie Essence zainteresowałam się kredkami Big Bright Eyes. Zachęcona niską ceną (1,99 euro/szt) od razu zakupiłam wszystkie trzy dostępne warianty - 01 Nude, 02 Pearly oraz 03 Funky.

Kredki jak sama nazwa wskazuje, służą do rozświetlenia naszych oczu :) Producent poleca aplikować je w kąciki powiek lub pod łukiem brwiowym. Wersję 01 Nude próbowałam również na linię wodną i sprawowała się bardzo dobrze.

Ulubieńcy roku 2013 - 2013 Beauty favorites

Dziś przybywam z postem, który wstępnie miał pojawić się na początku stycznia, jednak zaginął w akcji. Na szczęście nic straconego i wciąż mogę go opublikować:) Oto kosmetyki, które były moimi ulubionymi w roku 2013.

Na pierwszym miejscu znalazł się kultowy w kręgach blogosfery olej do włosów Dabur Amla. Ma on zbawienny wpływ na moje włosy i znacznie poprawia ich kondycję. Po każdym użyciu efekt jest coraz lepszy. Olej stosuje dwa, trzy razy w tygodniu.


Kolejnym ulubieńcem jest spirulina. Spirulina podobnie jak olejek Dabur jest wielkim faworytem blogerek dbających o włosy. Biorę dawkę zalecaną na opakowaniu, czyki 3 x 2 tabletki dziennie. Spirulina wpływa świetnie nie tylko na włosy ale i na samopoczucie. Bardzo polecam:)


Formula 10.0.6. - tonik So totally clean



Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w linię kosmetyków Formula 10.0.6. Wcześniej recenzowałam krem matująco nawilżający (recenzja tutaj), dziś kolej na tonik So totally clean. 

Zacznijmy od opakowania - 200 ml przezroczysta, estetyczna buteleczka robi pozytywne wrażenie.

Jest to jeden z lepszych toników jakich miałam okazję używać, a ze względu na cerę tłustą z wysoką skłonnością do zapychania i wyprysków przetestowałam ich wiele. Produkt pomimo zawartości alkoholu jest bardzo łagodny dla mojej cery. Nie podrażnia, szybko  łagodzi podrażnienia np po peelingu oraz przeciwdziała wypryskom. Jeżeli jednak pryszcz już się pojawi - tonik szybko daje sobie z nim radę. Kolejnym plusem jest to, że moja skóra nabrała przyjemnego kolorytu.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka