Obserwatorzy

Translate

Avon - Anew - Nutri Advance - odżywczy krem do pielęgnacji okolic oczu


Do tej pory nie przykładałam zbyt wielkiej uwagi do pielęgnacji okolic oczu. Oczywiście, używałam produktów dedykowanych dla tej okolicy, jednak brakowało mi systematyczności, ponieważ nie widziałam zbyt wielkich problemów. Gdy jednak zaczełam być coraz bardziej zmęczona, wygląd okolic oczu również nie był zbyt ciekawy. W swoich kosmetycznych "zapasach" znalazłam krem Anew, który okazał się zbawieniem.

Krem umieszczony jest w poręcznym, estetycznym, małym słoiczku. Jego konsystencja jest gęsta, jednak krem dobrze i szybko się wchłania. Zalecam jednak, aby stosować małe ilości ponieważ gdy nałożymy go zbyt dużo lubi trochę się zrolować - ten sposób polecam głównie, gdy chcemy używać go na dzień, pod makijaż.

Po jego kilkakrotnym użyciu zauważyłam, że okolice oczu są super nawilżone i elastyczne a spojrzenie staje się odświeżone i rozświetlone.
Czy wpływa na redukcję zmarszczek - nie wiem, ponieważ nie mam z nimi problemu. Skóra po systematycznym używaniu kremu jest jakby "wyprasowana", więc myślę, że poradziłby sobie z niezbyt głębokimi zmarszczkami.

Mimo, że słoiczek ma jedynie 15ml pojemności, krem jest bardzo wydajny. Cena regularna jest trochę wysoka - 45 zł, jednak często widuję go w promocjach za około 20-25 zł.

Dostępny u konsultantek i w sklepie Avon.

StyleToneBox - August 2017


Kompletnie zapomniałam przedstawić Wam co znalazło się w pudełku StyleTone w sierpniu. Pudełko wspominam jako całkiem fajne, tylko jeden produkt nie był w moim stylu, co do jednego nie umiem się zdecydować, a reszty sukcesywnie używam.

Sugar Cosmetics - płynna pomadka w odcieniu Tangerine Queen. Jeżeli chodzi o mój styl, rzadko używam takich kolorów. Nie wiem jeszcze czy ją zachowam czy ucieszę nią kogoś innego.

Ardency Inn - eyelinery w odważnych kolorach, mi trafił się turkusowy. Moja mama uwielbia takie odcienie, więc kredka bardzo szybko powędrowała do niej.

Orange Care - skarpetki nawilżające. Wcześniej używałam tylko skarpetek złuszczających, więc wariant nawilżający z miejsca mnie zainteresował. Rzeczywiście, stopy po zastosowaniu skarpet były miękkie, gładkie i nawilżone. Efekt utrzymał się do około tygodnia, myślę, że rozejrzę się za nimi i  chętnie do nich wrócę.

Cougar Beauty - lip plumper, czyli powiększacz ust. Miałam już do czynienia z takimi produktami,  więc nie spodziewałam się wiele, jednak ten broni się tym, że jest dodatkowo mocno nawilżający i wygładzający usta. Używam z przyjemnością.

Nails Inc - lakier do paznokci. Nie używam hybryd, jeśli już maluję paznokcie to poruszam się w kolorystyce nude, dlarego ucieszyłam się, że trafił do mnie lakier właśnie w takim odcieniu.

Pudełko spełniło moje oczekiwania, poza eyelinerem, który trafił do mojej mamy i pomadką, której odcienia nie jestem pewna, wszystkich produktów używam z przyjemnością.





StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.
 Jak oceniacie zawartość tego boxa?

Poprzednie pudełka:



Olaz (Olay) - żel oczyszczający, tonik, krem-emulsja nawilżająca


Ostatnio z moich nieco zbyt dużych zapasów kosmetycznych wygrzebałam trzy produkty firmy Olaz (w Polsce występują pod nazwą Olay),  a mianowicie: żel oczyszczający, tonik oraz krem-fluid nawilżający. 


Zacznę od żelu. Bardzo dobrze daje sobie on radę ze zmyciem makijażu i zanieczyszczeń. Nie wysusza, pozostawia lekkie uczucie ściągnięcia, które znika bardzo szybko i nie pozostawia uczucia dyskomfortu. Jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ oczyszcza jak należy.



Tonik używam zaraz po żelu oraz rano. Bardzo miło odświeża, lekko nawilża. Łagodzi lekki podrażnienia, skóra po nim jest miękka (dzięki wyciągowi z ogórka oraz aloesu). Tonik umieszczony jest w typowej dla tego typu produktów buteleczce, jednak ja polecam przelać go do opakowania z atomizerem - aplikowany w taki sposób według mnie działa efektywniej.

 

Krem, przez producenta nazwany fluidem, ma fajną, lekką konsystencję. Baaaardzo szybko się wchłania i jest super jako baza pod makijaż, współpracuje z podkładami - żaden, jaki stosowałam w duecie z nim nie rolował się i utrzymywał przez cały dzień. Produkt oceniam jako bardzo fajny, niestety ja potrzebuję na codzień czegoś matującego, a ta emulsja tego nie zapewnia. Na opakowaniu znajdziemy informację, że produkt może być stosowany do ciała, rąk, szyi i dekoltu i ja w tym celu go zużyję. Skład niestety nie powala i mało komu przypadnie do gustu. Mimo wszystko miło mi się ten kosmetyk stosuje. 


Kosmetyki Olaz (Olay) dostępne są w każdej drogerii, ja swoje zakupiłam w sklepie Action, gdzie kosmetyki niektórych marek możemy kupić taniej. Jeżeli mieszkacie w Holandii, na pewno już dobrze znacie ten sklep. W Polsce dostaniecie je tutaj lub w drogeriach typu Natura czy Rossmann.

StyleToneBox - July 2017


Lipcowy StyleToneBox nie zaskoczył, ale znalazły się w nim produkty, które mnie zaciekawiły - puder "bananowy" oraz odżywka do paznokci. Niestety znalazł się w nim bronzer, który w zeszłym miesiącu pojawił się w MakeUp Actie, nie tylko ja ale wiele innych subskrybentek jest tym trochę zawiedziona ponieważ produkt się zdublował. Oto co znalazło się w lipcowym pudełku:

Bella Pierre Cosmetics - Banana setting powder

Zawsze chciałam wypróbować puder takiego typu, fajnie, że znalazł się w pudełku.

Kost MakeUp - nail hardener

Odżywka do paznokci, ma sprawić, że będą zdrowe i twarde.

Catrice lipstick - 020 Maroon

Tradycyjna szminka w kolorze pasującym do dziennego makijażu.

Doucce - smudgeproof eyeliner

Mocno napigmentowany, czarny eyeliner w kredce.



                           BeeBee Cosmetics - Natural bronzer

           Przyjemny bronzer, super komponuje się z opaloną cerą. 






StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.

 Jak oceniacie zawartość tego boxa?

Poprzednie pudełka:





CO OSTATNIO ZUŻYŁAM? DENKO 2/2017



Ostatnie denko pojawiło się ponad cztery miesiące temu, od tamtego czasu starałam się sukcesywnie zużywać napoczęte kosmetyki.


Razem z mamą zużyłyśmy trzy butelki szamponu Elvive Phytoclear. Szampon wyjątkowo przypadł nam do gustu, działa przeciwłupieżowo, odświeża, super oczyszcza oraz spowalnia przetłuszczanie się włosów u nasady.


Odżywki Schwarzkopf Nature Moments oraz Gliss Kur Oil Nutritive - poprawne, ale bez większych rewelacji. Nie zaszkodziły ani nie pomogły.


Maska Happy Highlights Andrélon oraz odżywka Long Care&Repair Nivea super działają na moje włosy, nie tylko wizualnie. Czuć, że mają wpływ na ich kondycje. Jednominutowa ekspresowa maska Andrelon zawiera olej jojoba, a odżywka Nivea wzbogacona jest olejem Babassu.


O wcierce Plantur 39  na razie powiem tyle, że efekty są obiecujące. Serum Gliss Kur Every Day Oil Elixir bardzo dobrze zabezpiecza końcówki i ich nie przesusza.


Odżywka skrzyp i rozmaryn Joanna sprawiała, że włosy były sypkie i gładkie, dodatkowo miała przepiękny ziołowy zapach. O odżywce w sprayu pisałam tutaj.


Dwa kosmetyki firmowane zawartoscią olejku arganowego - maska Avon nie zrobiła na mnie wrażenia, a maseczka 7th Heaven nadaje włosom fajnego blasku i często do niej wracam.


Suche szampony - Batiste dla ciemnych włosów i o zapachu wiśni oraz Co Lab Paradise. Robiły to co miały robić, dodatkowo ładnie pachniały i co najważniejsze - nie podrażniały skóry głowy.


Kremowy żel pod prysznic Dove o przecudownym zapachu magnolii i pistacji, zapach utrzymuje się bardzo długo, a skóra jest miękka i nawilżona. Antyperspiranty Odorex oraz Nivea spełniały swoją rolę.


Żeńszeniowy krem do oczyszczania twarzy niestety trafił do kosza. Męczyłam go wiele miesięcy, twarz po jego użyciu okropnie mnie piekła a na drugi dzień pojawiały się niespodzianki. Żegnam się z nim bez żalu. Peeling Clearasil był OK, a żel oczyszczający ze wszystkim znanej serii Liście Manuka z Ziaji wspominam bardzo dobrze i zamierzam do niego wrócić.


Mocno oczyszczająca pasta Avon gdy pozostało około 1/4 produktu niestety mi zaschła. Samo działanie produktu było fajne, oczyszczające, polecam osobom borykąjacym się z przypadłościami cery tłustej.  Krem matująco nawilżający z wyciągiem z nasion Chia szybko się wchłaniał i rzeczywiście pozostawiał uczucie nawilżenia.


Dwie kredki do brwi Catrice w moim ulubionym odcieniu 040 Don't let me brown. Żaden inny produkt do brwi nie sprawdza się u mnie tak dobrze.


Tusze do rzęs: Essence I love extreme to tusz, który zawsze mam w swojej kosmetyczce. Bardzo pogrubia rzęsy, nie skleja ich i nie kruszy się. Great Lash oraz tusz Max&More niestety idą do kosza ze względu na zapach podobny do zapachu kleju, którego nie mogę znieść i przez co łzawią mi oczy co jest nie do wytrzymania.


I na koniec - korektory. Essence get picture ready to lekki korektor o super naturalnym i rozświetlającym wykończeniu, dotatkowo był bardzo wydajny. Bardzo miło mi się go używało. Korektor Ideal Flawless Avon był OK, dobrze krył, miał kremową konsystencję. Niestety w miarę przebiegu używania zaczął oksydować w opakowaniu.

Tak wygląda moje denko z ostatnich czterech miesięcy. Znacie coś z tych produktów?

Denko zapachowe



Ostatnio udało mi się wykończyć kilka zapachów. Nie inwestuje w nie dużo, zwykle wybieram te dostępne w drogeriach czy w katalogach. Bardzo lubię zapachy proponowane przez Avon i najczęściej to właśnie po nie sięgam, chociaż wiele osób je demonizuje uważając, że są one nietrwałe i niskiej jakości z czym ja się kompletnie nie zgadzam.  Zatem do rzeczy i zapraszam na krótki przegląd "zdenkowanych" zapachów.

Było to moje trzecie opakowanie, po szerszą recenzję zapraszam tutaj.

Przez wiele osób uważany za "babciny" oraz "mydlany".  Ja wyczuwam w nim białe kwiaty oraz rzeczywiście mydlane nuty jednak jest to ciekawe i przyjemne na co dzień. Kiedyś pewnie kupię go sobie ponownie. Teraz mam wersję "Blush", którą uwielbiam.

Nieco cięższy zapach, według producenta jest to zapach na bazie jaśminu, gardenii oraz białej magnolii. Urzekł mnie i bardzo go lubię, mam tylko jedno zastrzeżenie, a mianowicie to, że przez cały czas jest taki sam, nie rozwija się, przez co staje się oczywisty i szybko się nudzi.

Najmocniejszy z całego towarzystwa, bardzo kobiecy, kwiatowy, intensywny. Przez kilka tygodni używałam go namiętnie, jednak z niewyjaśnionych przyczyn szybko zaczął mnie irytować na tyle, że nie mogłam go znieść. Czułam się jak bym siedziała cały dzień w kwiaciarni. Zapach piękny, ale niestety irytujący. Szybko oddałam go mamie, bardzo jej przypadł do gustu.

Przyjemniaczek, słoneczny i kwiatowy, niezobowiązujący i wesoły. Fajny na co dzień.

Zużywałam go bardzo powoli, ponieważ niestety nie jest już sprzedawany, nad czym bardzo ubolewam. Pogodny, kwiatowy, wprawiający mnie w dobry nastrój. Jest to mój ukochany zapach, autentycznie nie mogę się pogodzić z tym, że został wycofany. Oczywiście lubię wiele innych ale żaden nie urzekł mnie tak jak ten.

Znacie lub używałyście coś z mojego denka? Lubicie zapachy od Avon, czy ich unikacie? Jaki jest wasz ulubiony zapach, co polecacie?



 

StyleToneBox - June 2017



Jak co miesiąc, listonosz przyniósł do mnie pudełko StyleTone. Oto krótki przegląd jego zawartości:


LookX - kredka do oczu
Fajna, ciekawa kredka w ciemnofioletowym, intensywnym kolorze. Nie wiem czy będę jej używać, ponieważ rzadko kiedy stosuję taki kolor w swoim makijażu.


Yolora - makeup remover pen
Przydatny gadżet, każdej z nas zdarza się ubrudzić powieki tuszem czy też wyjechać pomadką poza kontur ust, a taki pisak nasączony płynem do demakijażu ma szybko taką pomyłkę usunąć, bez naruszenia reszty makijażu.


Afterspa - Exfoliating body scrubber
Myjka peelingująca, dawno już takiej nie miałam.


29 Cosmetics - lipstick
Szminka w dosyć oryginalnym kolorze, nie wiem do końca czy mi się podoba czy nie.


Peony Cosmetics - Eyeshadow trio
Malutka paletka trzech cieni fajnych na co dzień. Są naprawdę OK!

StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.

 Jak oceniacie zawartość tego boxa?

Poprzednie pudełka:

Avon - Foot Works - Serum na skórki i paznokcie z wyciągiem z drzewa herbacianego


Nie mam zbyt wielkiego problemu z paznokciami, jednak skórki to moja zmora. Szybko stają się suche i nieestetycznie wyglądające, mimo tego, że pielęgnacji dłoni zawsze poświęcam trochę czasu. Przetestowałam wiele produktów - często w postaci serum czy olejków, jednak problem znikał tylko na chwilę. Przypadkowo natrafiłam na serum Avon Foot Works na skórki i paznokcie u stóp z wyciągiem z drzewa herbacianego. Mimo, że serum pochodzi z linii do stóp Foot Works, ja nie ograniczałam jego działania jedynie do tamtego pola i wypróbowałam go na moje uporczywe skórki podczas manicure.
Serum umieszczone jest w typowym dla lakierów do paznokci opakowaniu. Jest to bardzo wygodne, ponieważ takie tradycyjne opakowanie dobrze sprawdza się przy przechowywaniu produktu. Typowy pędzelek dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Serum przeznaczone jest zarówno do skórek, jak i do paznokci. Jeżeli oczekujecie od takiego produktu również wzmocnienia paznokci, to nie zawiedziecie się. Po kilku zastosowaniach wyraźnie zauważyłam poprawę stanu płytki paznokcia.
Serum świetnie wpływa na skórki, stosowane profilaktycznie 2-3 razy w tygodniu zapobiega tzw zadziorkom czy nagromadzeniu zgrubiałej skóry. Nałożone grubszą warstwą na kilka minut szybko pomoże odsunąć nieestetycznie wyglądające skórki. Kosmetyk zawiera wyciąg z drzewa herbacianego, które wszyscy chyba znamy ze względu na jego antybakteryjne właściwości. Skórki są błyskawicznie nawilżone, a paznokcie zyskują zdrowy wygląd.
Serdecznie polecam przyjrzeć się całej linii Foot Works, która ma w swojej ofercie wiele ciekawych perełek, które pomogą nam w dbaniu o stopy, nie tylko latem ale i profilaktycznie przez cały rok. Ze swojej strony polecam peeling z pumeksem oraz drobinami łupinek orzecha włoskiego.
Serum do skórek i paznokci Foot Works w regularnej cenie kosztuje 19,99 zł. Przyznam, że taka cena jest trochę wysoka (za takie działanie produktu - warto zapłacić więcej), jednak często gęsto w katalogach możemy natrafić na promocyjną cenę 8.99 zł. Kosmetyk jest bardzo wydajny, nawet przy częstym stosowaniu wystarczy na kilka miesięcy.
Cieszę się, że natafiłam na tak dobry produkt, jestem pewna, że będzie u mnie nie tylko gościem, ale zostanie już na stałe.

StyleToneBox - May 2017

Zapraszam na przegląd majowego boxa StyleTone. Przyznam, że zawartość początkowo troche mnie zawiodła - zielony lakier nie jest w moim stylu, a pęseta to nic spektakularnego - jednak okazało się, że jest to całkiem fajny gadżet.

 Nail Buddy's - lakiery do paznokci - jeden w odcieniu nude, a drugi w kolorze zielonym. Rzadko maluje paznokcie, jeżeli już to wybieram odcienie cieliste. Zielony lakier, którego odcień jest -  przyznam - ładny, jest dla mnie zbyt odważny i na swoich paznokciach takich kolorów nie lubię.

 Double Dare SPA - 2 in 1 kit detox bubble mask - ciekawy produkt, jest to maska 2 w 1 - jedna część zawiera oczyszczająco-detoksyfikującą maseczkę, a druga to maska odżywiająca w płachcie.
 
 Styletone - pęseta. Na początku trochę się zawiodłam, że do boxa została dodana pęseta zamiast czegoś ciekawszego. Jednak pęseta okazała się być świetna, jest fajnie wyprofilowana i dobrze chwyta włoski.

 Seraphine Botanicals - orange plus cream lip polish - peeling do ust, robi dobrą robotę przy czym cudownie nawilża.

Look Essentials - Lipgloss L202 - przepiękny koralowy błyszczyk. Jego dodatkową zaletą jest to, że nie klei się jak to błyszczyki mają w zwyczaju.

StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.
 
Poprzednie pudełka:

Oriflame - Pure Skin - Lekki balsam matujący


Po dłuższej przerwie wracam do kosmetyków marki Oriflame. Bardzo dawno temu miałam okazję być ich konsultantką, zarówno firmę jak i kosmetyki wspominam bardzo dobrze. W jednym z ostatnich katalogów najbardziej zainteresował mnie matujący balsam Pure Skin z technologią Detect z kwasem salicylowym oraz z wyciągiem z owocu gujawy.

W tego typu produktach zawsze pokładam wielkie nadzieje, ponieważ od lat nastoletnich doskwiera mi nadmierna produkcja sebum w strefie T.


Balsam ma lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania. Po jego zastosowaniu czuję lekkie ściągnięcie twarzy, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu - jest to przyjemne uczucie. Twarz jest nawilżona i natychmiastowo zmatowiona. Dodatkowym bonusem jest też to, że redukuje i koi powstałe już wypryski. Fajnie współpracuje z podkładami. Ja stosuję go zamiast kremu na dzień, szczególnie w dniach, kiedy zależy mi na matowym wyglądzie twarzy przez wiele godzin.

Balsam Pure Skin zachęcił mnie do wypróbowania innych kosmetyków z tej serii. Polecam go Wam serdecznie, jeżeli tak jak ja macie problem z nadmiarem sebum w strefie T. Balsam pozwala na jego redukcję na kilka dobrych godzin.

Za 50ml produktu płacimy 27,90 zł (cena regularna). Dostępny u konsultantek Oriflame.


Buble 1/2017 - co u mnie się nie sprawdziło?



Mam takie szczęście, że większość kosmetyków, które kupuję spełnia swoje zadanie. Jednak czasem trafiają się takie, z których używania nie czerpię żadnej przyjemności ponieważ w ogóle się nie sprawdzają - czyli po prostu są to tak zwane buble. Zapraszam na ich krótki przegląd :)





Szampon Miracle Moist Aussie - każda z nas chyba słyszała o marce Aussie, ich produkty są szeroko promowane, mają ładne, przyciągające wzrok opakowania. Sama uległam ich magii, jednak są to kosmetyki nie dla mnie. Po użyciu tego szamponu dostawałam niesamowitego łupieżu, skóra mojej głowy okropnie swędziała. Podejmowałam kilka prób i za każdym razem w rezultacie natychmiastowo pojawiało się swędzenie i łupież w pakiecie.

Cżesto używam drogeryjnych szamponów, ale rzadko zdarza się takie coś. Jedynym plusem tego szamponu (jak i wszyskich produktów tej marki) jest przepiękny zapach.


Avon Planet Spa - Radiant Gold face mask - maseczka, która robi kompletne NIC. Jest to maseczka typu peel off, jej zapach jest bardzo intensywny i powoduje łzawienie oczu. Nie zaobserwowałam żadnych efektów.


Essence - Camouflage 2in1 makeup and concealer - fluid, który ma dawać pełne krycie bez efektu maski. Niestety, fluid ten śmierdzi gumą, wchodzi w zmarszczki mimiczne o których nawet istnieniu nie wiemy, wchodzi okropnie w pory, a jego wykończenie jest dokładnie jak efekt maski. Strasznie nieprzyjemny produkt.


Catrice - Nude Illusion - kolejny w tym zestawieniu podkład. Jego największe minusy to szybka oksydacja koloru, rozprowadza się źle, nieważne czy używam palców, pędzla czy gąbeczki, przy każdej z tych metod wchodzi w pory i wygląda po prostu nieestetycznie.


Rimmel - super curler 24h mascara - tusz, który reklamowany był jako "uzyskanie efektu podkręcenia jak przy użyciu zalotki". Po jego użyciu rzęsy są smętne i oklapłe. Nie widać żadnego podkręcenia czy jakiegokolwiek innego efektu oprócz nadania koloru rzęsom. Owszem taki efekt uzyskujemy gdy... użyjemy zalotki. A nie taka była obietnica. Z zalotką sprawdza się ok, utrzymuje efekt podkręcenia, jednak takie coś mnie nie zadowala.

Jakie są wasze doświadczenia z tymi produktami?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka