Obserwatorzy

Translate

Figs&Rouge - Flawless Effects Activ Lumioux AM-PM Serum

Serum Flawless Effects Activ Lumioux AM-PM znalazłam w styczniowym pudełku StyleTone. Kosmetyk z miejsca mnie zainteresował ze względu na dużą zawartość kwasu hialuronowego. Według zapewnień producenta, produkt ma natychmiastowo nawilżać, rozświetlać i ujędrniać naszą skórę od AM to PM, czyli od rana do wieczora. Dodatkowo zawartość witamin A, C, E ma chronić naszą skórę przed wolnymi rodnikami.


Serum możemy stosować zarówno pod krem na dzień jak i na noc. Ze względu na lekką żelową  konsystencję, szybko się wchłania i dobrze współpracuje z każdym kremem. Estetyczna tubka mieści w sobie 50 ml produktu.
http://www.figsandrouge.com/skincare/hydra-activ/flawless-effects-activ-lumioux-am-pm-serum
Skład, screen ze strony producenta

Korzyści jakie zauważyłam to: na pewno natychmiastowo dogłębnie nawilżona skóra twarzy, po tygodniu stosowania zauważyłam również, że skóra jest bardziej napięta, ujędrniona, jakby "wyprasowana", o przyjemnym kolorycie. Serum wchłania się błyskawicznie, cera natychmiast jest gotowa na aplikację następnego kosmetyku.


Bardzo się cieszę, że trafiło mi się to właśnie serum. Mimo ankiet jakie wypełniamy, przypadłością pudełek kosmetycznych jest loteryjny wręcz dobór produktów, więc fajnie jak coś nam podpasuje. W kwietniowym pudełku pojawiła się kolejna propozycja marki Figs&Rouge, a  mianowicie serum zmniejszające pory. Do tej pory użyłam go kilka razy i sprawdza się rewelacyjnie.

Regularna cena serum to 38 euro. Ja otrzymałam go w pudełku, które kosztowało 12,50.

StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.


 Jakie jest wasze ulubione serum? Jakich efektów od takiego typu kosmetyku oczekujecie?

StyleToneBox - April 2017


W kwietniu StyleToneBox pozytywnie mnie zaskoczył. Tym razem obyło się bez rozwalonego w pył pudru (którego zamiennika do dziś nie otrzymałam pomimo zapewnienia, że tak sie stanie). Zapraszam na krótki przegląd tego, co znalazło się w kwietniowym pudełku.

NOTE - BB lip corrector 
błyszczyko-wypełniacz w lekko różowym kolorze. Lubię takie produkty.

29 Cosmetics - vintage powder foundation 
 trafił mi się w bardzo ciemnym kolorze, więc myślę, że będę używać go jako bronzera.

Figs&Rouge - night detox serum 
chyba mój najbardziej ulubiony kosmetyk z tego boxa. Serum detoksykujące, zmniejszające pory. Użyłam go już kilka razy i pory naprawdę są zauważalnie mniejsze. 

SBB Beauty - silicone beauty blender
Silikonowe blendery tego typu ostatnio robią furorę. Zakupiłam taki sam na aliexpress i nosiłam się z zamiarem dokupienia sobie kolejnego. A tu proszę, pojawił się w pudełku. Regularna cena blendera SBB to 8,95 euro, ja identyczny zamówiłam za 0,79 i nie ma między nimi żadnej różnicy.

  Trifle Cosmetics -Liquid glow luminizer
Rozświetlacz w płynie, możemy mieszać go z podkładem lub stosować samodzielnie.
 
 
StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.
 
Poprzednie pudełka:

Kruidvat makeup haul - co kupiłam na promocji 1+1 gratis?

W Polsce trwa słynna akcja -49% w Rossmannach, co rusz pojawiają się wpisy ze zdobyczami zakupowymi. Również holenderska drogeria Kruidvat zorganizowała trzydniową promocję 1+1 gratis na wszystkie kosmetyki kolorowe. Przyznam, że takie promocje w Holandii zdarzają się często, dlatego nie ma na nie aż takiego szału jak w Polsce - owszem jest to dosyć popularna akcja, ale nigdy nie zdarzyło się tak, aby ktoś sobie coś wyrywał z rąk, podkradał z koszyka czy, o zgrozo, szarpał się. Dla wszystkich wystarczy. Gdy robiłam te zakupy, owszem było sporo ludzi, jednak została zachowana kultura. Kultura nie tyczy się oczywiście osób, które chamsko otwierały kosmetyki (nie testery) po czym bez ceregieli nakładały je sobie na usta, twarz czy rzęsy po czym jakby nigdy nic odkładały je na półkę. Bleee. Zaobserwowałam, że robią to głównie nastolatki oraz pewne grupy społeczne. Postanowiłam wybierać kosmetyki, które są zabezpieczone taśmą lub folią. Chętnie skorzystałam z promocji, ponieważ już od dłuższego czasu chciałam wypróbować kilka kosmetyków.


Widziałam dużo notek i filmików pochwalnych na temat fluidu Catrice HD Liquid Coverage. Kręciłam się obok niego już od pewnego czasu, jednak do końca nie byłam przekonana. Zdecydowałam się na odcień 010, fluid kosztował 6.99 euro.


Kolejny fluid jaki wpadł mi w oko to Maybelline Fit me matte and poreless. Podkład ten ma redukować widoczność porów i matowić skórę. Ciekawy, więc mam nadzieję, że dobrze się sprawdzi. Użyłam go raz i pierwsze wrażenie jest pozytywne. Regularna cena to 9,99 euro.



Rimmel Stay matte to puder znany chyba wszystkim. Dawno już nie miałam nic z tej marki, szczerze mówiąc ich asortyment rzadko kiedy mnie przyciąga. Skusiłam się na niego ze względu na dobre opinie jakie o nim słyszałam. Odcień jaki kupiłam to 003 peach glow. Regularna cena to 9,99 euro.



MUA Luxe to bardzo ciekawe pomadki, testowałam je najpierw na dłoni i swatche nie chciały zejść nawet przy mocnym szorowaniu. Zdecydowałam się na odcienie Harmony i Tranquility. Cena za sztukę to 4,99.


MUA Undress your skin - pink shimmer - piękny, subtelny rozświetlacz. Z miejsca podbił moje serce. Jego cena to 5,99 euro.


MUA pro base prime and conceal powder - bardzo lubię takie pudry, ostatnio bardzo ciekawią mnie produkty marki MUA, więc z ciekawości po niego sięgnęłam. Kosztował 6,49 euro.


MUA  eye + face Devotion palette - przepiękna paletka, już myślę, jak fajnie będzie prezentować się na powiekach. Regularna cena - 6,99 euro.


MUA pro base primer - baza pod makijaż, nawilżająca z dodatkiem witamin A oraz E i olejkiem z drzewa herbacianego. 5,49 euro.


Catrice eye brow stylist - kredka do brwi, mój ulubieniec od dawna. Pięknie i szybko podkreśla brwi. Odcień 040, kupiłam dwie sztuki na zapas. Kredka kosztuje 2,69.


Catrice Allround Concealer palette - paletka korektorów, a korektor to jak wiemy rzecz niezbędna. Koszt paletki to 3,99.


Uważam moje zakupy za bardzo udane, kupiłam wszystko co chciałam, a nawet więcej. Normalnie koszt zakupów wyniósłby 55,80 euro , a dzięki promocji zapłaciłam 27,90.

Korzystacie z promocji typu -49% lub 1+1 gratis? Co wówczas kupujecie?

Catrice - Lightening make up transforming drops - krople rozjaśniające

Każda z nas ma swój ulubiony podkład, jednak jak wiemy - nie lada wyzwaniem jest dopasować odpowiedni odcień kosmetyku do koloru naszej cery. Często zdarza się też, że w lecie kupimy podkład, który sprawdza się rewelacyjnie, jednak gdy letnia opalenizna znika, odcień podkładu jest dla nas za ciemny. Wtedy pomóc może popularny ostatnio produkt, czyli kropelki rozjaśniające.


Vlogerki szaleją za kropelkami Cover FX czy też NYX, ja jednak znalazłam równie ciekawy kosmetyk w lokalnej drogerii, mowa tutaj o Catrice - Lightening make up transforming drops.

Używanie kropelek jest naprawdę proste - do standardowej ilości podkładu jakiej używamy na codzień dodajemy kroplę po kropli rozjaśniacza, aż uzyskamy satysfakcjonujący nas odcień. Na poniższym zdjęciu pokazuję przykład, do którego użyłam mojego "wakacyjnego" podkładu, Avon Calming Effects w kolorze Cream.


Krople nie wpływają na zmianę tekstury czy konsystencji podkładu. Nie wpływają negatywnie na jego trwałość, nie oksydują więc mamy pewność, że kolor jaki uzyskamy taki pozostanie. Kropli możemy również używać jako samodzielnego kosmetyku - posłużą nam do rozświetlenia poszczególnych partii twarzy. Fajny tutorial krok po kroku pokazujący jak to zrobić opracował sam producent, można go zobaczyć tutaj.

W ofercie Catrice znajdują się również krople przyciemniające, które również zamierzam wypróbować. 15ml kosmetyku kosztuje 3,59 euro.

Co uważacie o takich kroplach? Znajdą miejsce w waszych kosmetyczkach?

Garnier Skin Naturals - Płyn micelarny dla skóry wrażliwej

Niepozorny płyn micelarny Garnier Skin Naturals dla cery wrażliwej szybko znalazł grono zwolenniczek. Jest ceniony za skuteczne, szybkie działanie i przede wszystkim za niepowodowanie zbytecznych podrażnień. Przyznam, że nie byłam do niego specjalnie przekonana, jednak zdecydowałam się na jego zakup z czystej ciekawości.

Wybrałam dla siebie poręczną wersję 125 ml dla skóry wrażliwej.  Duża butla 400 ml lekko mnie odstraszała, ponieważ nie wiedziałam, czego się spodziewać.


Działanie płynu jest dokładnie takie, jakiego ja oczekuję. Dokładnie zmywa pomadkę, fluid czy też eyeliner. Gorzej radzi sobie z tuszem, jednak zauważyłam, że głównie zależy to od tuszu, jedne zmywają się bez problemu, a inne paskudnie się rozmazują i ciągną wraz z ruchem płatka kosmetycznego. Płyn doskonale odświeża twarz, pozostawia uczucie czystości.

Płyn jest bezzapachowy, nie szczypie w oczy. Nie zaobserwowałam żadnych podrażnień. Micel Garniera mnie nie zawiódł, sprawdził się w 100%. 

125ml płynu kosztuje 2,49 euro (ja kupiłam w drogerii Kruidvat), jest bardzo wydajny. Myślę, że sięgnę też po inne dostępne wersje.

Co ostatnio zużyłam? Denko 1/2017


Wpisy typu "projekt denko" motywują do szybszego zużywania kosmetyków. Myślę, że wśród osób, które są blogerami lub podczytują różnorakie blogi często pojawia się tendencja do gromadzenia kosmetyków, kupowania ich dzięki sugerowaniu się recenzjami czy poleceniami. W rezultacie kończymy z dużą ilością napoczętych kosmetyków, których ze względu na ilość nijak nie możemy wykończyć, ponieważ chcemy wypróbować to to i to naraz, ponieważ nasza ulubiona vlogerka/blogerka to poleca.  Ważne jest, aby czerpać przyjemność z używanych przez nas kosmetyków, ale sytuacja w której ilość fluidów czy kremów na naszej toaletce, szamponów, odżywek czy żeli stojących na naszej wannie nieco nas przytłacza, fajnie jest aby trochę zmotywować się do zużywania. Myślę, że takie wpisy w których możemy "pochwalić" się naszymi zużyciami i opiniami na temat zdenkowanych produktów, jest sytuacją jak najbardziej motywującą:)
  
Oto co udało mi się zużyć w ciągu ostatniego miesiąca:

Hair Wonder - Hair repair mask
Nie wiem, czy ta maska dała jakieś specjalne efekty. Owszem, pomogła mi gdy nieco rozjaśniłam włosy, wówczas je wyraźnie odżywiła i sprawiła, że nie było zbyt dużych zniszczeń, jednak później nie było już żadnego powalającego efektu - włosy były sypkie, nawilżone ale taki efekt osiągam za pomocą najzwyklejszej odżywki. Maska kosztowała około 7 euro, była bardzo niewydajna. Długość moich włosów sięga do pasa, 200 ml maski wystarczyło mi może na cztery użycia. Raczej nie kupię ponownie. Teraz w kolejce do wykończenia jest szampon i odżywka tej samej marki.

Guhl - blauwe malwa - Anti roos shampoo
Szampon silnie oczyszczający, tzw "rypacz". Świetny szampon, doskonale oczyszcza skórę głowy i działa przeciwłupieżowo. Było to moje drugie opakowanie, szampon jest mega wydajny, a jeżeli myjemy głowę metodą "kubeczkową" to starczy nam na wieki. Bardzo go lubię jednak na razie nie wrócę do niego ponownie, ponieważ teraz moim ulubieńcem jest inny szampon.

Garnier Loving Blends - Milde haver - shampoo & conditioner
Szampon i odżywka o przepięknym zapachu. Używałam obydwu kosmetyków do codziennego mycia, włosy po nich są rewelacyjnie miękkie. Jak już wspomniałam, linia ta pachnie cudownie mlekiem owsianym. Na pewno kupię ponownie, mam jeszcze odżywkę w sprayu z tej serii, która jest równie dobra.

Chilly - intieme wasemulsie
Uważam, że zaufany żel do higieny intymnej to podstawa. Bardzo ufam marce Chilly, wiem, że żele tej marki nigdy nie zawodzą i nie podrażniają. Zdenkowałam wersję z mentolem, jest ona bardzo odświeżająca. W użyciu jest już następne opakowanie, tym razem wariant niebieski.

Garnier - Skin Naturals - Zuiverende reinigingsgel
Żel oczyszczający do twarzy, używam go od kilku lat, miałam kilka opakowań jednak ostatnio stało się z nim coś dziwnego, ponieważ wogóle nie oczyszczał skóry. Owszem domywał resztki makijażu, jednak ciągle miałam uczucie brudnej twarzy. Może Garnier zmienił formułę produktu, bo nie wiem jak to wytłumaczyć. Czy kupię ponownie nie wiem.

Therme - Zen White Lotus - Rice Shower Scrub
Peeling do ciała z ryżowymi drobinkami, fajnie złuszcza. Drobinki sa średnio twarde, ale dają radę. Myślę, że trafi do mnie ponownie.

Odorex - Natural Fresh / Dove - Go fresh cucumber aloe
Bardzo dobre antyperspiranty o świeżych zapachach. Dobrze chronią przed zapachem potu, czuć ochronę przez cały dzień. Następcą jest Dove o zapachu trawy cytrynowej.


Mam nadzieję, że moja denkowa seria będzie pojawiać się częściej :)

StyleToneBox - March 2017



Jak co miesiąc przyszedł do mnie StyleToneBox. Produkty są całkiem fajne, jednak otrzymałam potłuczony puder przez co mój entuzjazm nieco opadł. Po reklamacji StyleTone zadeklarowało, że otrzymam kolejny, już kompletny - jednak do dziś do mnie nie trafił. Lekki zawód wynagrodziła mi paletka do brwi, która prezentuje się ciekawie.

Bella Pierre Cosmetics - Kiss Proof lip creme
Kremowa formuła z matowym wykończeniem w kuszącym, czerwonym odcieniu. Nie jest to mój wymarzony odcień, jednak chętnie wypróbuję.

LookX - blending brush
Pędzelek do blendowania cieni, wykonany z włosia syntetycznego. Jak najbardziej mi się przyda.

Note - Ultra Black Eyeliner
Eyeliner w tzw kałamarzu, już dawno (chyba od czasów gimnazjum) nie miałam eyelinera w takiej formie. Zwykle używam eyelinera w pisaku ponieważ jest on dla mnie bardziej poręczny.

City Color - Eye Brow Kit
Fajnie wykonana paletka, która od razu przyciąga uwagę. Znajdziemy w niej trzy kolory cieni (które możemy razem mieszać aby uzyskać satysfakcjonujący nas odcień) oraz primer, pędzelek oraz pęsetkę.


Hikari - Pressed Silica Powder
Matujący puder transparentny, idealny na codzień. Niestety przyszedł uszkodzony, spróbuję go naprawić. W jednym z poprzednich boxów był róż tej marki, który sprawdza się fajnie, więc jestem ciekawa jak spisze się puder.


StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.
Poprzednie pudełka:

Essence - My must haves - czyli skomponuj własną paletkę

Nowością w szafie Essence są paletki, które możemy skomponować według własnego pomysłu. Do wyboru mamy cienie do powiek, rozświetlacze, bronzery, róże, puder do twarzy oraz bazę która współpracuje z czymś nowym dla mnie a mianowicie z pudrami do ust.

 

Do wyboru mamy paletki na 4 lub 8 kosmetyków. Ja zdecydowałam się na mniejszą paletkę i do skomponowania jej użyłam: pudru transparentnego, rozświetlacza, bronzera oraz różu. Paletka wykonana jest z twardego, solidnego plastiku.


Każdy kosmetyk, który możemy włożyć do paletki ma 1,7g i kosztuje 1,59 euro. Sama paletka kosztuje tyle samo, więc za cały zestaw zapłacimy nieco poniżej 10 euro. Czy jest to opłacalne zostawiam waszemu osądowi.


Pigmentację produktów określiłabym jako średnią. Kosmetyki oczywiście są widoczne na skórze, jednak podczas makijażu musimy je dokładać aby uzyskać satysfakcjonujący nas efekt - uważam, że to dobrze, ponieważ unikniemy zrobienia sobie krzywdy różem czy bronzerem. Idealne dla młodszych dziewczyn, które coraz częściej mają tendencję do przesadzania z niektórymi elementami makijażu. Puder transparentny świetnie sprawdził się do utrwalania korektora pod oczami. Rozświetlacz jest bardzo subtelny, tak samo róż. Bronzer ma matowe wykończenie, myślę, że będzie fajnie nadawał się także jako cień w załamaniu powieki.


Paletka, którą sobie skomponowałam fajnie się u mnie sprawdza, bardzo spodobał mi się pomysł samodzielnego doboru kolorów i kosmetyków. Wiem, że takie paletki dawno już istnieją na rynku, jednak zwykle są w ofercie droższych firm, a Essence oferuje nam bardzo dobre produkty w świetnej cenie. Myślę, że zdecyduję się także na taką samą paletkę z zestawem cieni.


Kakao i miód - czyli jak ulepszyć maskę do włosów

Lubię śledzić grupy włosomaniaczek i ich recepty na polepszenie stanu włosów. Niestety, nie mam zbyt dużego dostępu do większości rozmaitych półproduktów, które włosomaniaczki cenią i polecają - dlatego recepty na coś, co jest dla mnie łatwo dostępne są na wagę złota. Jakiś czas temu na jednej z grup przeczytałam, że kakao dodane do maski ze względu na wysoką zawartość żelaza, magnezu i różnorakich witamin przyczyni się do poprawy kondycji włosów. Postanowiłam to przetestować :)


Na początku należy zaznaczyć, że mowa tutaj o kakao gorzkim typu Decomorreno. Kakao śniadaniowe typu Nesquik nie przyniesie żadnych efektów.

Czego potrzebujemy?
  •  ulubionej maski do włosów (ewentualnie odżywki), ja użyłam około półtora łyżki
  •  w zależności od długości włosów od 1 do 2 łyżek kakao (ja użyłam dwóch)
  •  jedna łyżka miodu
  •  opcjonalnie: olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, jogurt naturalny 
  •  do uzyskania pożądanej konsystencji: kilka łyżeczek wody (gdy dodaję jogurt, pomijam wodę, aby konsystencja nie była zbyt płynna, ponieważ taka mi nie odpowiada).

Zwykle używam maski Daily Defense Coconut, ponieważ jej zapach świetnie komponuje się z zapachem kakao. Sama maska sprawdza się u mnie dobrze również solo.

Do miseczki dodaję dwie łyżki kakao oraz jedną łyżkę miodu. Do tego dodaję maskę, w ilości według uznania - u mnie wystarczy około półtora łyżeczki. Wszystko mieszam do połączenia się składników i wtedy dodaję wodę lub jogurt naturalny aż do uzyskania konsystencji jaka mi odpowiada.  Mieszankę nakładam przed myciem włosów. Nakładam zarówno na skalp jak i na włosy. Trzymam przez około 20-30 min, następnie myję włosy i nakładam odżywkę. Z tą maską ten sposób sprawdza mi się najlepiej.


Taką maskę stosuję raz na tydzień, lub dwa, w zależności od potrzeb. Efekty, jakie zaobserwowałam po użyciu takiej podrasowanej maski to: bardziej sypkie, błyszczące, mniej suche na końcach włosy. Maska według mnie nie wpływa na przyciemnienie koloru, także może być stosowana również przez jasnowłose osoby.

Mieszankę kakao, miód i jogurt możemy użyć również na twarz. Taka maseczka na pewno poprawi nam humor. Kakao ma właściwości antyoksydacyjne, więc rewelacyjnie wpłynie na naszą cerę.

Rzecz, na którą warto zwrócić uwagę to to, że maska z kakao nieco ubrudzi naszą wannę. Jest to jedyny minus :)

Lidl - Miomare - Zestaw pędzli



Lidl to sklep, w którym często znajduję produkty warte uwagi. Na codzień oczywiście robię tam zakupy spożywcze, ale też kupuję ciuchy ESMARA, które są bardzo dobrej jakości i w przyjemnej cenie oraz kosmetyki. W jednym z wpisów wspomniałam co ciekawego można znaleźć na dziale kosmetycznym, planuję też kolejny post z tej serii ponieważ do tego grona dołączyło kilka nowych perełek. Niejednokrotnie wspominałam też o zapachach "Suddenly", które są trwałe i przyjemne. W ofercie walentynkowej pojawił się zestaw pędzli 'Miomare', w atrakcyjnej cenie 4,99 euro.


Pędzle wykonane są z włosia syntetycznego, mają długie trzonki. W zestawie zawarto siedem podstawowych pędzli: do pudru, do różu, do aplikowania cieni, pacynka do cieni, eyeliner, pędzelek do ust oraz szczoteczka do rzęs. Pędzle opakowane są w gustowne etui z imitacji skóry.


Zestaw pozytywnie mnie zaskoczył, makijaż wykonany nim wyglądał świeżo, nie było żadnych smug czy dziur. Pędzle są miękkie i przyjemne w dotyku. Jedyne zastrzeżenie mam do pędzelka do kresek, jak dla mnie jest nieco zbyt gruby, ponieważ lubię cienkie kreski. Sprawdza się natomiast świetnie do brwi. Pędzelek do ust również mógłby być bardziej precyzyjny, jednak gdy mamy wprawę to nie będzie stanowić to problemu. Nie zauważyłam, aby pędzle gubiły włosie.


 


Według mnie, pędzelki Miomare świetnie nadają się dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z makijażem, nie miały wcześniej styczności z pędzlami i chcą nabrać wprawy w ich używaniu, lub nie malują się na codzień i nie chcą inwestować zbyt dużo w pędzle. Osoby, które mają doświadczenie z pędzlami wiodących marek mogą być zawiedzione. Podsumowując, jest to fajny, podstawowy zestaw za pomocą którego bez problemu można wykonać fajny makijaż.

W Polsce zestaw pędzli Miomare kosztuje 30 zł w sklepach Lidl.


Zobacz też:

StyleToneBox - February 2017


Jak co miesiąc prezentuję wam nowy StyleTone Box. Motyw przewodni pudełka w lutym to "welcome to the circus", a kosmetyki prezentowane w tym boxie mają umilić nam ostatnie zimowe dni :)

Lord&Berry Supreme Eyeliner
Kredka do oczu w ciekawym kolorze z metaliczym połyskiem. Trafił mi się odcień "smart green". Na pewno nieraz zagości w moim makijażu. W jednym z poprzednich pudełek znalazła się konturówka do ust tej samej marki, która sprawdza się rewelacyjnie więc chętnie wypróbuję propozycję do oczu.


 Emite - diamond heart creme
Krem do strobingu, czyli rozświetlacz w poręcznym słoiczku. Ciekawy produkt.

 Manna Kadar - Liplocked priming wand
Pomadka i primer w jednym, w kolorze Joie. Odcień wydaje się być idealny dla mnie.

Manna Kadar - Lash Primer
Kolejny produkt firmy Manna Kadar w tym boxie. Lash primer, czyli baza wydłużająca nasze rzęsy, która ma dodatkowo je odżywić, jednak ja nie widzę w jej składzie nic specjalnie odżywczego. Możemy używać jej pod maskarę lub samodzielnie, na noc jako odżywkę. 

Nacomi - Coffee Body Scrub
Poprawcie mnie proszę, jeżeli się mylę ale wydaje mi się, że jest to polska marka? W każdym razie, peeling ten wyprodukowany jest w Polsce. Uwielbiam kawowe scruby, więc szybko pójdzie on w ruch.

StyleToneBox w Holandii i Belgii możecie zamówić tutaj, jego cena to 12,50 euro.

Poprzednie pudełka:

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka