Obserwatorzy

Translate

Oriflame - Pure Skin - Lekki balsam matujący


Po dłuższej przerwie wracam do kosmetyków marki Oriflame. Bardzo dawno temu miałam okazję być ich konsultantką, zarówno firmę jak i kosmetyki wspominam bardzo dobrze. W jednym z ostatnich katalogów najbardziej zainteresował mnie matujący balsam Pure Skin z technologią Detect z kwasem salicylowym oraz z wyciągiem z owocu gujawy.

W tego typu produktach zawsze pokładam wielkie nadzieje, ponieważ od lat nastoletnich doskwiera mi nadmierna produkcja sebum w strefie T.


Balsam ma lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania. Po jego zastosowaniu czuję lekkie ściągnięcie twarzy, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu - jest to przyjemne uczucie. Twarz jest nawilżona i natychmiastowo zmatowiona. Dodatkowym bonusem jest też to, że redukuje i koi powstałe już wypryski. Fajnie współpracuje z podkładami. Ja stosuję go zamiast kremu na dzień, szczególnie w dniach, kiedy zależy mi na matowym wyglądzie twarzy przez wiele godzin.

Balsam Pure Skin zachęcił mnie do wypróbowania innych kosmetyków z tej serii. Polecam go Wam serdecznie, jeżeli tak jak ja macie problem z nadmiarem sebum w strefie T. Balsam pozwala na jego redukcję na kilka dobrych godzin.

Za 50ml produktu płacimy 27,90 zł (cena regularna). Dostępny u konsultantek Oriflame.


Buble 1/2017 - co u mnie się nie sprawdziło?



Mam takie szczęście, że większość kosmetyków, które kupuję spełnia swoje zadanie. Jednak czasem trafiają się takie, z których używania nie czerpię żadnej przyjemności ponieważ w ogóle się nie sprawdzają - czyli po prostu są to tak zwane buble. Zapraszam na ich krótki przegląd :)





Szampon Miracle Moist Aussie - każda z nas chyba słyszała o marce Aussie, ich produkty są szeroko promowane, mają ładne, przyciągające wzrok opakowania. Sama uległam ich magii, jednak są to kosmetyki nie dla mnie. Po użyciu tego szamponu dostawałam niesamowitego łupieżu, skóra mojej głowy okropnie swędziała. Podejmowałam kilka prób i za każdym razem w rezultacie natychmiastowo pojawiało się swędzenie i łupież w pakiecie.

Cżesto używam drogeryjnych szamponów, ale rzadko zdarza się takie coś. Jedynym plusem tego szamponu (jak i wszyskich produktów tej marki) jest przepiękny zapach.


Avon Planet Spa - Radiant Gold face mask - maseczka, która robi kompletne NIC. Jest to maseczka typu peel off, jej zapach jest bardzo intensywny i powoduje łzawienie oczu. Nie zaobserwowałam żadnych efektów.


Essence - Camouflage 2in1 makeup and concealer - fluid, który ma dawać pełne krycie bez efektu maski. Niestety, fluid ten śmierdzi gumą, wchodzi w zmarszczki mimiczne o których nawet istnieniu nie wiemy, wchodzi okropnie w pory, a jego wykończenie jest dokładnie jak efekt maski. Strasznie nieprzyjemny produkt.


Catrice - Nude Illusion - kolejny w tym zestawieniu podkład. Jego największe minusy to szybka oksydacja koloru, rozprowadza się źle, nieważne czy używam palców, pędzla czy gąbeczki, przy każdej z tych metod wchodzi w pory i wygląda po prostu nieestetycznie.


Rimmel - super curler 24h mascara - tusz, który reklamowany był jako "uzyskanie efektu podkręcenia jak przy użyciu zalotki". Po jego użyciu rzęsy są smętne i oklapłe. Nie widać żadnego podkręcenia czy jakiegokolwiek innego efektu oprócz nadania koloru rzęsom. Owszem taki efekt uzyskujemy gdy... użyjemy zalotki. A nie taka była obietnica. Z zalotką sprawdza się ok, utrzymuje efekt podkręcenia, jednak takie coś mnie nie zadowala.

Jakie są wasze doświadczenia z tymi produktami?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka